5 poświątecznych przemyśleń i wniosków na przyszłość

Miałam nie pisać żadnego wstępu, ale po skończeniu tekstu uznałam, że muszę jednak tych kilka słów napisać. Moim zamiarem nie jest narzekanie, jakie te Święta straszne, jak to zapach zamordowanego karpia i wredne ciotki niszczą człowieka, a przecież można by świętować nowocześnie i pić latte z mlekiem sojowym. W ogóle nie chcę narzekać. Kocham tradycyjne Boże Narodzenie. Od strony duchowej, ale też od takiej rodzinnej i, nazwijmy to, nastrojowej. Uważam jednocześnie, że przy świętowaniu popełniam błędy i że każdy z nas może je popełnić, jeśli będzie kłaść nacisk na sprawy drugorzędne. Chciałabym więc podzielić się tym, co moim zdaniem nie do końca się udało i wnioskami na przyszłość. Czytaj dalej 5 poświątecznych przemyśleń i wniosków na przyszłość

Rekolekcje zajęciowe #5 – Życzymy, życzymy…

To już ostatni odcinek moich „rekolekcji”. Dom posprzątany (o tyle, o ile), wypieki gotowe, prezenty zapakowane i psychika (wraz z układem pokarmowym) przygotowana na dwie wigilie. A teraz myślami wchodzę już do domu teściów, zdejmuję buty, wchodzę na piętro i wiem, co będzie dalej. Scenariusz każda rodzina ma własny, ale pozostaje on niezmienny, bo w końcu chcemy zachować to, co najlepsze. Wiem, że najpierw będziemy czytać Ewangelię, pomodlimy się, a potem, nim siądziemy do stołu – będzie czas opłatka i życzeń. Czy nie jest często tak, że to życzenia są najbardziej niezręcznym momentem podczas Świąt? Te wypisane na pięknych, własnoręcznie wykonanych kartkach w ogóle nie sprawiają problemu (poza znalezieniem czasu na ich zrobienie). Nie musimy patrzeć w oczy tym, którzy czasem powiedzą jedno słowo za dużo, czasem ranią. Życzenia wypowiedziane na głos, stojąc twarzą w twarz, mają dużo większą wartość. Ale jak to bywa z rzeczami wartościowymi – są trudniejsze. Czytaj dalej Rekolekcje zajęciowe #5 – Życzymy, życzymy…

Rekolekcje zajęciowe #4 – Władca Logistyki: Dwie wigilie

Zanim wyszłam za mąż, żyłam w cieplutkiej i milutkiej bańce własnych przyzwyczajeń. Jednym z nich było przekonanie, że w Wigilię żaden porządny człowiek nie wychodzi z domu. Zawsze spędzałam ten wieczór z rodzicami i babcią. Skład zmieniał się tylko nieznacznie – raz, kiedy urodziła się moja siostra i drugi raz, gdy po przeprowadzce mieliśmy możliwość przenocować drugą babcię. Wtedy i ona zaczęła przyjeżdżać do nas. Nie wyobrażałam sobie, że może być inaczej. Mój Mąż miał odwrotnie – co roku jeździł na dwie wigilie (do obu babć) i też nie wyobrażał sobie inaczej. A po ślubie było trzeba te dwa światy pogodzić… Czytaj dalej Rekolekcje zajęciowe #4 – Władca Logistyki: Dwie wigilie

Rekolekcje zajęciowe #3 – Prezenty

Wśród znajomych rodziny mojego Męża jest ciotka, która często powtarza, że „prezenty kupuje już w lipcu”. Można się śmiać. Ja się kiedyś śmiałam. W którymś momencie ją zrozumiałam i przestało być śmiesznie. A może nie tyle „w którymś momencie”, bo to nie był jeden moment, ale pełzająca ewolucja obowiązku, Prawa, które trzeba wypełniać, a które pewnego dnia okazało się cięższe, niż sądziłam. Próbowałam walczyć, by jeszcze lepiej wszystko zorganizować. Zaczęłam kupować prezenty jeszcze w listopadzie, ale to nadal nie rozwiązało wszystkich problemów. Czytaj dalej Rekolekcje zajęciowe #3 – Prezenty

Rekolekcje zajęciowe #2 – Kuchenne rewolucje

Memów na temat świątecznego obżarstwa powstało już mnóstwo. Zwolennicy „świeckich świąt” czy gorliwi katolicy – wszystkich czeka stanięcie twarzą w twarz z problemem suto zastawionego stołu. Niektórzy będą znali tylko jedną stronę tego problemu – że to wszystko trzeba koniecznie zjeść*. Inni staną też po drugiej stronie – to wszystko trzeba najpierw ugotować. Ja znam obie strony – Wigilii nie organizuję, ale przynoszę składkę w postaci swoich wyrobów. Muszę więc i gotować, i jeść. Czytaj dalej Rekolekcje zajęciowe #2 – Kuchenne rewolucje