Zachowuj się, jak na ofiarę przystało!

W ostatnich dniach wybuchło wielkie oburzenie – po części zrozumiałe, ze względu na słowa, które padły – na wdowę po prezydencie Gdańska, Magdalenę Adamowicz. Pani Adamowicz stwierdziła, że nie ma żalu do sprawcy, bo był on indoktrynowany przez reżimową telewizję. Czyli to telewizja jest winna, a konkretnie partia rządząca, która narzuca jej ten nienawistny ton.

Choć ze słowami wdowy nikt rozsądny się raczej nie zgodzi, to reakcja wielu osób w mediach społecznościowych wzbudziła moje zdziwienie. U niektórych momentalnie skończyło się współczucie. Były licytacje – „kiedy mi umarł mąż, leżałam w łóżku przez miesiąc, a kiedy mi umarła matka, to nie mogłam się uśmiechnąć przez trzy lata, a ja do dziś rozpaczam po ojcu” i tak dalej. (Nie oceniam tych osób – żeby było jasne! Wszystkim im należy się współczucie.) Były spekulacje – może ją kupili? Może zastraszyli? Może jako „część przestępczego układu” musiała mówić to, co jej na kartce napisali? Były też jednoznaczne osądy – nie kochała męża. Cieszy się, że dostanie majątek po nim. W ogóle na pewno wyszła za niego dla pieniędzy. Czytaj dalej Zachowuj się, jak na ofiarę przystało!

O nieustającej relacji z dzieckiem

Mówią, że byłam cichym dzieckiem. Spokojnym. Chyba faktycznie byłam cicha, choć nie zawsze wiązało się to ze spokojem. Ale trzydzieści lat temu utożsamiano te dwie rzeczy. Ba, nadal przecież odruchowo się je utożsamia. „Cisza i spokój” idą ze sobą w parze. Czasem faktycznie tak jest. Czasem nie. Ja przeżywałam wiele niepokojów, ale przeżywałam je w ciszy. Rzadko miałam towarzystwo. Byłam wycofana, nieśmiała, miałam własny świat. Lubiłam bawić się sama. Rzadko nawiązywałam przyjaźnie. Często się urywały, bo ktoś poszedł do przedszkola, do innej szkoły. Bywały też znajomości toksyczne, nawet w podstawówce, kiedy dzieci są jeszcze takie niewinne. Zawsze miałam poczucie, że ludzie jakoś mnie nie lubią i bezpiecznie czułam się w świecie, w którym nikt nie mógł mnie odrzucić. Czytaj dalej O nieustającej relacji z dzieckiem

Ostatni raz.

Myślę, że nie ma nikogo, kto po ostatnich wydarzeniach w Gdańsku nie byłby w szoku. Trudno o inną reakcję, kiedy prezydent miasta zostaje zamordowany na oczach tłumu podczas imprezy charytatywnej. Nikt nie zdołał nic zrobić. Można rozważać, kto zawiódł, ale to nie zmienia faktu, że nie udało się powstrzymać napastnika. Śmierci również nie dało się pokonać, mimo wysiłków lekarzy.

Na chwilę wszyscy zaniemówili. Niestety w wielu przypadkach tylko na chwilę. Zawsze w takich sytuacjach okazuje się, jacy jesteśmy naprawdę. Jedni wyciągają do siebie ręce ponad podziałami. Razem płaczą, razem się modlą. Ci, po których się tego nie spodziewamy, zaskakują piękną postawą. Ale druga strona medalu także jest obecna – w tym samym czasie inni ludzie dopuszczają do głosu swoje najniższe instynkty. Pozwalają nienawiści wylewać się wszystkimi kanałami. Wierzę, że to smutek działa na tych ludzi tak destrukcyjnie, ale czasem płakać mi się chce, jak bardzo można być zniszczonym i dążyć do zniszczenia innych. Oprócz tego jednak myślę o czymś jeszcze innym. Czytaj dalej Ostatni raz.

Co to znaczy, że jesteśmy w nieustannej walce?

Wszyscy znamy różne osoby wierzące. To żadna nowość, że się od siebie różnimy. Różne typy duchowości, różne wrażliwości, różne rodzaje sumień. Bywają ludzie umiarkowani, zdarzają się też skrajności. Niektóre skrajności w starciu ze swym przeciwieństwem dają mieszankę wybuchową. Ale nie można tym starciom zapobiec – w parafii, we wspólnocie, wśród znajomych. Zawsze znajdzie się ktoś, kto swoim zachowaniem nas zaniepokoi lub zdenerwuje. Może to być zwykły konflikt odmiennych charakterów albo czyjś osobisty problem. Czytaj dalej Co to znaczy, że jesteśmy w nieustannej walce?

Niebo!

Czasem mam tak, że piszę jakiś tekst przez wiele dni. Czasem napiszę szybko, niemal jednym tchem, ale czekam, aż się „uleży”, bo np. mam emocjonalny stosunek do sprawy i chcę nabrać dystansu. Czasem mam zamiar napisać na jakiś temat, a wychodzi mi coś zupełnie innego. Wszystko to jakoś dojrzewa w tej przestrzeni pomiędzy głową a klawiaturą.

A czasem zdarza się w życiu coś drobnego i niepozornego, co wywraca w jednym momencie całe spojrzenie na świat do góry nogami i nijak nie można znaleźć dobrych słów, by o tym napisać, oprócz tych najprostszych. A pisanie jak najprościej jest najtrudniejsze. Bo przecież, jak wszyscy dorośli ludzie, muszę w tym mieć jakiś porządek – nakreślić tło, charakterystykę postaci, opisać dokładne okoliczności zdarzenia. Bo to musi być zrobione dobrze, zaplanowane, trzeba użyć odpowiednich słów, wprowadzić dobrze w temat, zakończyć błyskotliwą puentą. Nawet modlitwę muszę mieć zaplanowaną, według określonego porządku, pod kontrolą. Czytaj dalej Niebo!