Dzieci szczęścia nie dają

Pieniądze szczęścia nie dają. A dzieci? Różne doświadczenia wynosimy z domu rodzinnego. Nasi rodzice traktują nas najlepiej, jak umieją – zazwyczaj. I tak jak potem nam, już dorosłym i wychowującym własne dzieci, wychodzi im to różnie. Niektórzy narzekają, jak niewiele mogą zrobić, mając dzieci na głowie. Wspominają „dobre czasy”, piękną figurę, czas wolny, imprezy i pieniądze, które nie rozchodziły się błyskawicznie na jedzenie i buty dla gromadki pociech. Inni trzymają fason latami, uśmiechając się i chowając swoje żale gdzieś po kątach, aż wyjdą przypadkiem i rozwalą parę szklanek, a w najgorszym razie czyjeś poczucie własnej wartości. Mam nadzieję, że w naszym pokoleniu nadchodzi trzecia kategoria rodziców, ale o tym innym razem. Czytaj dalej Dzieci szczęścia nie dają

Post.

Na początek muszę to napisać: to nie jest wpis o bezsensie postu. Nie będę siać zamętu, jeśli chodzi o naukę Kościoła, bo się z nią zgadzam. Nie będę też rozwodzić się nad tym, czy większym grzechem jest zjedzenie taniego kurczaka, czy drogiego homara w piątek i czy Środa Popielcowa to dobry termin na imprezę z tortem, w ramach pokuty, gdy nie lubisz tortów. Serio, cenię post. A szczególnie Wielki Post, o czym będę zaraz pisać. Cenię go jednak nie jako wyzwanie dla samego wyzwania, ale drogę z celem, do którego ona ma doprowadzić. Bez celu to będzie tylko kolejny post, nie wielki, nawet nie pisany wielką literą. Czytaj dalej Post.