O nieustającej relacji z dzieckiem

Mówią, że byłam cichym dzieckiem. Spokojnym. Chyba faktycznie byłam cicha, choć nie zawsze wiązało się to ze spokojem. Ale trzydzieści lat temu utożsamiano te dwie rzeczy. Ba, nadal przecież odruchowo się je utożsamia. „Cisza i spokój” idą ze sobą w parze. Czasem faktycznie tak jest. Czasem nie. Ja przeżywałam wiele niepokojów, ale przeżywałam je w ciszy. Rzadko miałam towarzystwo. Byłam wycofana, nieśmiała, miałam własny świat. Lubiłam bawić się sama. Rzadko nawiązywałam przyjaźnie. Często się urywały, bo ktoś poszedł do przedszkola, do innej szkoły. Bywały też znajomości toksyczne, nawet w podstawówce, kiedy dzieci są jeszcze takie niewinne. Zawsze miałam poczucie, że ludzie jakoś mnie nie lubią i bezpiecznie czułam się w świecie, w którym nikt nie mógł mnie odrzucić. Czytaj dalej O nieustającej relacji z dzieckiem

Ostatni raz.

Myślę, że nie ma nikogo, kto po ostatnich wydarzeniach w Gdańsku nie byłby w szoku. Trudno o inną reakcję, kiedy prezydent miasta zostaje zamordowany na oczach tłumu podczas imprezy charytatywnej. Nikt nie zdołał nic zrobić. Można rozważać, kto zawiódł, ale to nie zmienia faktu, że nie udało się powstrzymać napastnika. Śmierci również nie dało się pokonać, mimo wysiłków lekarzy.

Na chwilę wszyscy zaniemówili. Niestety w wielu przypadkach tylko na chwilę. Zawsze w takich sytuacjach okazuje się, jacy jesteśmy naprawdę. Jedni wyciągają do siebie ręce ponad podziałami. Razem płaczą, razem się modlą. Ci, po których się tego nie spodziewamy, zaskakują piękną postawą. Ale druga strona medalu także jest obecna – w tym samym czasie inni ludzie dopuszczają do głosu swoje najniższe instynkty. Pozwalają nienawiści wylewać się wszystkimi kanałami. Wierzę, że to smutek działa na tych ludzi tak destrukcyjnie, ale czasem płakać mi się chce, jak bardzo można być zniszczonym i dążyć do zniszczenia innych. Oprócz tego jednak myślę o czymś jeszcze innym. Czytaj dalej Ostatni raz.

Co to znaczy, że jesteśmy w nieustannej walce?

Wszyscy znamy różne osoby wierzące. To żadna nowość, że się od siebie różnimy. Różne typy duchowości, różne wrażliwości, różne rodzaje sumień. Bywają ludzie umiarkowani, zdarzają się też skrajności. Niektóre skrajności w starciu ze swym przeciwieństwem dają mieszankę wybuchową. Ale nie można tym starciom zapobiec – w parafii, we wspólnocie, wśród znajomych. Zawsze znajdzie się ktoś, kto swoim zachowaniem nas zaniepokoi lub zdenerwuje. Może to być zwykły konflikt odmiennych charakterów albo czyjś osobisty problem. Czytaj dalej Co to znaczy, że jesteśmy w nieustannej walce?

Niebo!

Czasem mam tak, że piszę jakiś tekst przez wiele dni. Czasem napiszę szybko, niemal jednym tchem, ale czekam, aż się „uleży”, bo np. mam emocjonalny stosunek do sprawy i chcę nabrać dystansu. Czasem mam zamiar napisać na jakiś temat, a wychodzi mi coś zupełnie innego. Wszystko to jakoś dojrzewa w tej przestrzeni pomiędzy głową a klawiaturą.

A czasem zdarza się w życiu coś drobnego i niepozornego, co wywraca w jednym momencie całe spojrzenie na świat do góry nogami i nijak nie można znaleźć dobrych słów, by o tym napisać, oprócz tych najprostszych. A pisanie jak najprościej jest najtrudniejsze. Bo przecież, jak wszyscy dorośli ludzie, muszę w tym mieć jakiś porządek – nakreślić tło, charakterystykę postaci, opisać dokładne okoliczności zdarzenia. Bo to musi być zrobione dobrze, zaplanowane, trzeba użyć odpowiednich słów, wprowadzić dobrze w temat, zakończyć błyskotliwą puentą. Nawet modlitwę muszę mieć zaplanowaną, według określonego porządku, pod kontrolą. Czytaj dalej Niebo!

Z czym zaczynam rok 2019

Rok 2018 był rokiem wielkich zmian i nowych wyzwań… tfu! Te słowa są już tak przeżute, że guma przyklejona pod ławką w podstawówce i ponownie wydobyta stamtąd po latach miałaby więcej smaku niż one. Nigdy nie lubiłam podsumowań rocznych i postanowień. Wiem, że jedno i drugie bywa czasem potrzebne, ale granica jednej cyferki w dacie wydawała mi się absurdalnie sztuczna. Tym razem… jest tak samo. Bo tradycyjne postanowienia, które mają wejść w życie od pierwszego stycznia, to po prostu lista marzeń do spełnienia – czasem realnych, czasem nie. Ktoś chce schudnąć, ktoś chce zacząć więcej czytać, znaleźć pracę, wyjść za mąż, urodzić dziecko… wszystko to można łatwo zdobyć. I zaraz potem stracić. Można schudnąć i zaraz przytyć, można wyjść za mąż i za chwilę się rozstać. Można doczekać się dziecka i je stracić – nawet nie w sensie fizycznej utraty, ale poprzez systematyczne ignorowanie swoich obowiązków, poprzez brak więzi lub przemoc. Ale na liście – odhaczone! Jest dziecko, jest sukces. Tylko jaki to ma sens?

Wchodzę w Nowy Rok z procesami, które rozpoczęły się jeszcze w roku 2018. Nie zdobyłam nic na wieczność, zapoczątkowane raz zmiany wciąż są w toku, życie stale się zmienia. Niby jako mama małych dzieci już dawno powinnam to wiedzieć, ale tak wyszło, że jakoś wcześniej nie całkiem to do mnie docierało. Chciałam więc napisać o kilku wydarzeniach minionego roku, które rozpoczęły nowe procesy zmian w naszym małżeńskim i rodzinnym życiu. Czytaj dalej Z czym zaczynam rok 2019