Odpuszczam sobie. Z miłości.

Dwa razy w roku w katolickim światku mamy do czynienia z wysypem postanowień. Pozostała część świata ma zamiast tego postanowienia noworoczne, z czym nie mam żadnego problemu, bo widać człowiek, niezależnie od wiary lub niewiary, ma potrzebę planowania zmian. Cel to już inna bajka, całkowicie od wiary zależna, ale ja dziś nie o tym. Dziś rozpoczyna się Adwent, więc już przeczuwam kolejne starcie dwóch podejść do tematu oczekiwania, zmian w życiu, naprawiania tego, co nie działa. Ten temat jest obecny w moim życiu już od jakiegoś czasu, więc z jednej strony Adwent dopiero zaczynam, a z drugiej – już mam jakieś przemyślenia i spojrzenie na to, jak rozmaici „ludzie Internetu” podchodzą do tego zagadnienia. Czytaj dalej Odpuszczam sobie. Z miłości.

O dziecku, którego tu nie ma.

Jestem mamą trójki dzieci. To mówię zawsze wszystkim. Kiedy pojawią się kolejne, nadal będę mówiła uparcie o wszystkich. Dlaczego? Bo muszę. Bo kto będzie pamiętał, jeśli ja zgodzę się na niepamiętanie? Ciocia, która na pogrzebie włożyła pluszowego misia do grobu? Ładny gest, ale ona już nie pamięta. Przyjaciele, znajomi? Coś im będzie świtało, ale kiedy zapytasz ich, ile mamy dzieci, powiedzą: dwoje. Może jedna czy dwie osoby, najczęściej ci, którzy to przeżyli, będą pamiętać. Ale jeśli my zgodzimy się zapomnieć, to przecież i inni nie będą się wychylać. Czytaj dalej O dziecku, którego tu nie ma.

Kalendarz Kobiety 2018 – recenzja osobista

Już niewiele ponad miesiąc został do końca roku, a ja już zaglądam w kalendarz i myślę nad czasem, który upłynął… tyle zwykłych wydarzeń, które tworzą życie. Ten rok był bardzo intensywny i wiele się zmieniło w naszym małżeństwie i w rodzinie. Odkąd urodziła się Emilka, czas pędzi jeszcze szybciej. Zaglądam w kalendarz nie tylko po to, by pamiętać, co się zdarzyło, ale i po to, by pamiętać o tym, co ma (jeśli Bóg da) nadejść. Inaczej łatwo się pogubić…

Właśnie – zaglądam w kalendarz. Niemal co roku go kupuję. Obiecując sobie, że tym razem o nim nie zapomnę. Że posłuży mi dłużej, niż do końca stycznia. Niestety aż do tego roku mój rekord wynosił chyba półtora miesiąca… jakoś nie miałam głowy notować, zaznaczać, pamiętać. Wszystko to były zwykłe, anonimowe notesy z datami. Kalendarz Kobiety okazał się inny. Czytaj dalej Kalendarz Kobiety 2018 – recenzja osobista

Słowo pisane.

Słowo pisane. Przestarzała forma. Czy ktoś jeszcze skupia się na samym pisaniu? Łatwiej oglądać, słuchać, ale trudniej skupić się na literkach. Ja sama, choć przez lata współtworzyłam bloga, poza nielicznymi wyjątkami nie rozwijałam specjalnie tekstu, bo ważniejsze były zdjęcia. Nie lepiej założyć konto na Instagramie i kanał na Youtube niż męczyć się ze składaniem zdań, żeby jakoś wyglądały?

Na nieszczęście wbrew trendom zachciało mi się pisać. Czytaj dalej Słowo pisane.