Przepraszam, że Cię zaniedbałam.

Jeśli miałabym z mojej rodziny wybrać jedną osobę, którą chciałabym naśladować, byłaby to moja Babcia. Babcia Jadzia, ale będę pisać po prostu „Babcia” wielką literą, bo to po prostu taka osoba, przy której inne się chowają. Odeszła prawie osiem lat temu, nagle, niespodziewanie. W ogóle niespodziewane było to, że mogłoby jej zabraknąć, ponieważ prawie nigdy nie była nieobecna. Raz w życiu pojechała na trzy tygodnie do sanatorium w Ciechocinku i nawet nasza świnka morska wtedy posmutniała. Jaka była? Z wyglądu dobrze ją pamiętam. Czasem widuję jakieś pojedyncze cechy jej wyglądu w napotkanych ludziach, np. pielęgniarkach, przez co odruchowo bardziej im ufam. Kiedyś widziałam na ulicy kobietę tak podobną z postury i fryzury, że gdybym to ja kierowała samochodem, pewnie bym gwałtownie zahamowała. Nie mogę jej jednak dokładnie opisać. Lekko pochylona, trochę grubsza, fryzura „na babcię” (włosy krótkie, trwała, farbowane), zawsze w trampkach z powodu kłopotów z nogami. Okulary na nosie. Typowa babcia z lat dziewięćdziesiątych. Czytaj dalej Przepraszam, że Cię zaniedbałam.

Przepraszam.

My, rodzice dzisiejszych czasów, czujemy się wiecznie na celowniku. Z jednej strony pamiętamy cienie i blaski własnego dzieciństwa, z drugiej – jesteśmy coraz bardziej świadomi, że nawet mimowolnie możemy je powielać w życiu naszych dzieci. Im mniej chcemy powielać – tym bardziej uciekamy w świat parentingowych porad, które od początku ustawiają nas pod pręgierzem w świecie zdominowanym przez biel i czerń. Mamy do wyboru albo te idealne, złote rozwiązania, albo te skrajnie złe. I powinno być dla nas oczywiste, które są które – przecież czerń i biel łatwo rozróżnić, nie to, co odcienie szarości, prawda? Czytaj dalej Przepraszam.

Niebo!

Czasem mam tak, że piszę jakiś tekst przez wiele dni. Czasem napiszę szybko, niemal jednym tchem, ale czekam, aż się „uleży”, bo np. mam emocjonalny stosunek do sprawy i chcę nabrać dystansu. Czasem mam zamiar napisać na jakiś temat, a wychodzi mi coś zupełnie innego. Wszystko to jakoś dojrzewa w tej przestrzeni pomiędzy głową a klawiaturą.

A czasem zdarza się w życiu coś drobnego i niepozornego, co wywraca w jednym momencie całe spojrzenie na świat do góry nogami i nijak nie można znaleźć dobrych słów, by o tym napisać, oprócz tych najprostszych. A pisanie jak najprościej jest najtrudniejsze. Bo przecież, jak wszyscy dorośli ludzie, muszę w tym mieć jakiś porządek – nakreślić tło, charakterystykę postaci, opisać dokładne okoliczności zdarzenia. Bo to musi być zrobione dobrze, zaplanowane, trzeba użyć odpowiednich słów, wprowadzić dobrze w temat, zakończyć błyskotliwą puentą. Nawet modlitwę muszę mieć zaplanowaną, według określonego porządku, pod kontrolą. Czytaj dalej Niebo!

Rekolekcje zajęciowe #5 – Życzymy, życzymy…

To już ostatni odcinek moich „rekolekcji”. Dom posprzątany (o tyle, o ile), wypieki gotowe, prezenty zapakowane i psychika (wraz z układem pokarmowym) przygotowana na dwie wigilie. A teraz myślami wchodzę już do domu teściów, zdejmuję buty, wchodzę na piętro i wiem, co będzie dalej. Scenariusz każda rodzina ma własny, ale pozostaje on niezmienny, bo w końcu chcemy zachować to, co najlepsze. Wiem, że najpierw będziemy czytać Ewangelię, pomodlimy się, a potem, nim siądziemy do stołu – będzie czas opłatka i życzeń. Czy nie jest często tak, że to życzenia są najbardziej niezręcznym momentem podczas Świąt? Te wypisane na pięknych, własnoręcznie wykonanych kartkach w ogóle nie sprawiają problemu (poza znalezieniem czasu na ich zrobienie). Nie musimy patrzeć w oczy tym, którzy czasem powiedzą jedno słowo za dużo, czasem ranią. Życzenia wypowiedziane na głos, stojąc twarzą w twarz, mają dużo większą wartość. Ale jak to bywa z rzeczami wartościowymi – są trudniejsze. Czytaj dalej Rekolekcje zajęciowe #5 – Życzymy, życzymy…

Rekolekcje zajęciowe #4 – Władca Logistyki: Dwie wigilie

Zanim wyszłam za mąż, żyłam w cieplutkiej i milutkiej bańce własnych przyzwyczajeń. Jednym z nich było przekonanie, że w Wigilię żaden porządny człowiek nie wychodzi z domu. Zawsze spędzałam ten wieczór z rodzicami i babcią. Skład zmieniał się tylko nieznacznie – raz, kiedy urodziła się moja siostra i drugi raz, gdy po przeprowadzce mieliśmy możliwość przenocować drugą babcię. Wtedy i ona zaczęła przyjeżdżać do nas. Nie wyobrażałam sobie, że może być inaczej. Mój Mąż miał odwrotnie – co roku jeździł na dwie wigilie (do obu babć) i też nie wyobrażał sobie inaczej. A po ślubie było trzeba te dwa światy pogodzić… Czytaj dalej Rekolekcje zajęciowe #4 – Władca Logistyki: Dwie wigilie