Niebo!

Czasem mam tak, że piszę jakiś tekst przez wiele dni. Czasem napiszę szybko, niemal jednym tchem, ale czekam, aż się „uleży”, bo np. mam emocjonalny stosunek do sprawy i chcę nabrać dystansu. Czasem mam zamiar napisać na jakiś temat, a wychodzi mi coś zupełnie innego. Wszystko to jakoś dojrzewa w tej przestrzeni pomiędzy głową a klawiaturą.

A czasem zdarza się w życiu coś drobnego i niepozornego, co wywraca w jednym momencie całe spojrzenie na świat do góry nogami i nijak nie można znaleźć dobrych słów, by o tym napisać, oprócz tych najprostszych. A pisanie jak najprościej jest najtrudniejsze. Bo przecież, jak wszyscy dorośli ludzie, muszę w tym mieć jakiś porządek – nakreślić tło, charakterystykę postaci, opisać dokładne okoliczności zdarzenia. Bo to musi być zrobione dobrze, zaplanowane, trzeba użyć odpowiednich słów, wprowadzić dobrze w temat, zakończyć błyskotliwą puentą. Nawet modlitwę muszę mieć zaplanowaną, według określonego porządku, pod kontrolą. Czytaj dalej Niebo!

Dobre wieści. Robisz to dobrze!

Dwójka moich obecnych na tym świecie dzieci ma taką tradycję – przy porodzie oboje owinęli się pępowiną. Zawsze się tego bałam, zawsze na USG mnie uspokajano. „Nie wygląda, żeby dziecko miało się owinąć, niech państwo będą spokojni”. A potem przy porodzie i tak się owijali. Synek wyszedł z tego bez szwanku. Córeczka również jest zdrowa, ale pozostały jej napięcia mięśniowe w wyniku szarpania się na pępowinie (znając jej charakterek, była w tym bardzo wytrwała). Dlatego trafiliśmy w końcu do rehabilitantki, która z Emilką ćwiczy. Ona również wysłała nas do swojej koleżanki, bo co dwie rehabilitantki to nie jedna, i właśnie o tej drugiej będę teraz pisać. Albo nie tyle o niej, co o tym czymś, co ona ma, a czego tak bardzo mi w ludziach brakuje. Jako matce i jako człowiekowi. Czytaj dalej Dobre wieści. Robisz to dobrze!

O dziecku, którego tu nie ma.

Jestem mamą trójki dzieci. To mówię zawsze wszystkim. Kiedy pojawią się kolejne, nadal będę mówiła uparcie o wszystkich. Dlaczego? Bo muszę. Bo kto będzie pamiętał, jeśli ja zgodzę się na niepamiętanie? Ciocia, która na pogrzebie włożyła pluszowego misia do grobu? Ładny gest, ale ona już nie pamięta. Przyjaciele, znajomi? Coś im będzie świtało, ale kiedy zapytasz ich, ile mamy dzieci, powiedzą: dwoje. Może jedna czy dwie osoby, najczęściej ci, którzy to przeżyli, będą pamiętać. Ale jeśli my zgodzimy się zapomnieć, to przecież i inni nie będą się wychylać. Czytaj dalej O dziecku, którego tu nie ma.