Czego nauczyła mnie czwarta ciąża

Czwartego lutego zrobiłam test ciążowy. Towarzyszyły temu wielkie emocje, dużo większe, niż przy poprzednich dzieciach. Niekoniecznie od razu były to emocje przyjemne. Wydawało mi się, że jestem na początku bardzo długiej i trudnej drogi… To niesamowite, jak szybko minął czas od tamtego momentu. Do rozwiązania jeszcze parę tygodni, ale ostatnio wiele razy złapałam się na podobnych myślach. „O, jeszcze rok temu bym tak nie zrobiła!”. „W poprzedniej ciąży w ogóle nie myślałam w ten sposób”. „Co się stało, że dziś tak żyję i nie mam wyrzutów sumienia?”. Czytaj dalej Czego nauczyła mnie czwarta ciąża

Przepraszam, że Cię zaniedbałam.

Jeśli miałabym z mojej rodziny wybrać jedną osobę, którą chciałabym naśladować, byłaby to moja Babcia. Babcia Jadzia, ale będę pisać po prostu „Babcia” wielką literą, bo to po prostu taka osoba, przy której inne się chowają. Odeszła prawie osiem lat temu, nagle, niespodziewanie. W ogóle niespodziewane było to, że mogłoby jej zabraknąć, ponieważ prawie nigdy nie była nieobecna. Raz w życiu pojechała na trzy tygodnie do sanatorium w Ciechocinku i nawet nasza świnka morska wtedy posmutniała. Jaka była? Z wyglądu dobrze ją pamiętam. Czasem widuję jakieś pojedyncze cechy jej wyglądu w napotkanych ludziach, np. pielęgniarkach, przez co odruchowo bardziej im ufam. Kiedyś widziałam na ulicy kobietę tak podobną z postury i fryzury, że gdybym to ja kierowała samochodem, pewnie bym gwałtownie zahamowała. Nie mogę jej jednak dokładnie opisać. Lekko pochylona, trochę grubsza, fryzura „na babcię” (włosy krótkie, trwała, farbowane), zawsze w trampkach z powodu kłopotów z nogami. Okulary na nosie. Typowa babcia z lat dziewięćdziesiątych. Czytaj dalej Przepraszam, że Cię zaniedbałam.

Dzieci szczęścia nie dają

Pieniądze szczęścia nie dają. A dzieci? Różne doświadczenia wynosimy z domu rodzinnego. Nasi rodzice traktują nas najlepiej, jak umieją – zazwyczaj. I tak jak potem nam, już dorosłym i wychowującym własne dzieci, wychodzi im to różnie. Niektórzy narzekają, jak niewiele mogą zrobić, mając dzieci na głowie. Wspominają „dobre czasy”, piękną figurę, czas wolny, imprezy i pieniądze, które nie rozchodziły się błyskawicznie na jedzenie i buty dla gromadki pociech. Inni trzymają fason latami, uśmiechając się i chowając swoje żale gdzieś po kątach, aż wyjdą przypadkiem i rozwalą parę szklanek, a w najgorszym razie czyjeś poczucie własnej wartości. Mam nadzieję, że w naszym pokoleniu nadchodzi trzecia kategoria rodziców, ale o tym innym razem. Czytaj dalej Dzieci szczęścia nie dają

Przepraszam.

My, rodzice dzisiejszych czasów, czujemy się wiecznie na celowniku. Z jednej strony pamiętamy cienie i blaski własnego dzieciństwa, z drugiej – jesteśmy coraz bardziej świadomi, że nawet mimowolnie możemy je powielać w życiu naszych dzieci. Im mniej chcemy powielać – tym bardziej uciekamy w świat parentingowych porad, które od początku ustawiają nas pod pręgierzem w świecie zdominowanym przez biel i czerń. Mamy do wyboru albo te idealne, złote rozwiązania, albo te skrajnie złe. I powinno być dla nas oczywiste, które są które – przecież czerń i biel łatwo rozróżnić, nie to, co odcienie szarości, prawda? Czytaj dalej Przepraszam.

Gdzie jest moje „fiat”?

Miałam ostatnio przerwę od pisania na blogu. Nie będę ukrywać, dlaczego. Miałam tu opublikować coś całkiem innego… miałam różne pomysły, plany. Teraz wydają się całkiem śmieszne. Może kiedyś powrócą na listę tematów, jednak jak na razie zupełnie wypadły z gry na rzecz nowych życiowych okoliczności. Ale nie byłabym sobą, gdybym i tych okoliczności nie wzięła za okazję do kilku przemyśleń. Czytaj dalej Gdzie jest moje „fiat”?