Gdzie jest moje „fiat”?

Miałam ostatnio przerwę od pisania na blogu. Nie będę ukrywać, dlaczego. Miałam tu opublikować coś całkiem innego… miałam różne pomysły, plany. Teraz wydają się całkiem śmieszne. Może kiedyś powrócą na listę tematów, jednak jak na razie zupełnie wypadły z gry na rzecz nowych życiowych okoliczności. Ale nie byłabym sobą, gdybym i tych okoliczności nie wzięła za okazję do kilku przemyśleń. Czytaj dalej Gdzie jest moje „fiat”?

O nieustającej relacji z dzieckiem

Mówią, że byłam cichym dzieckiem. Spokojnym. Chyba faktycznie byłam cicha, choć nie zawsze wiązało się to ze spokojem. Ale trzydzieści lat temu utożsamiano te dwie rzeczy. Ba, nadal przecież odruchowo się je utożsamia. „Cisza i spokój” idą ze sobą w parze. Czasem faktycznie tak jest. Czasem nie. Ja przeżywałam wiele niepokojów, ale przeżywałam je w ciszy. Rzadko miałam towarzystwo. Byłam wycofana, nieśmiała, miałam własny świat. Lubiłam bawić się sama. Rzadko nawiązywałam przyjaźnie. Często się urywały, bo ktoś poszedł do przedszkola, do innej szkoły. Bywały też znajomości toksyczne, nawet w podstawówce, kiedy dzieci są jeszcze takie niewinne. Zawsze miałam poczucie, że ludzie jakoś mnie nie lubią i bezpiecznie czułam się w świecie, w którym nikt nie mógł mnie odrzucić. Czytaj dalej O nieustającej relacji z dzieckiem

Niebo!

Czasem mam tak, że piszę jakiś tekst przez wiele dni. Czasem napiszę szybko, niemal jednym tchem, ale czekam, aż się „uleży”, bo np. mam emocjonalny stosunek do sprawy i chcę nabrać dystansu. Czasem mam zamiar napisać na jakiś temat, a wychodzi mi coś zupełnie innego. Wszystko to jakoś dojrzewa w tej przestrzeni pomiędzy głową a klawiaturą.

A czasem zdarza się w życiu coś drobnego i niepozornego, co wywraca w jednym momencie całe spojrzenie na świat do góry nogami i nijak nie można znaleźć dobrych słów, by o tym napisać, oprócz tych najprostszych. A pisanie jak najprościej jest najtrudniejsze. Bo przecież, jak wszyscy dorośli ludzie, muszę w tym mieć jakiś porządek – nakreślić tło, charakterystykę postaci, opisać dokładne okoliczności zdarzenia. Bo to musi być zrobione dobrze, zaplanowane, trzeba użyć odpowiednich słów, wprowadzić dobrze w temat, zakończyć błyskotliwą puentą. Nawet modlitwę muszę mieć zaplanowaną, według określonego porządku, pod kontrolą. Czytaj dalej Niebo!

Dobre wieści. Robisz to dobrze!

Dwójka moich obecnych na tym świecie dzieci ma taką tradycję – przy porodzie oboje owinęli się pępowiną. Zawsze się tego bałam, zawsze na USG mnie uspokajano. „Nie wygląda, żeby dziecko miało się owinąć, niech państwo będą spokojni”. A potem przy porodzie i tak się owijali. Synek wyszedł z tego bez szwanku. Córeczka również jest zdrowa, ale pozostały jej napięcia mięśniowe w wyniku szarpania się na pępowinie (znając jej charakterek, była w tym bardzo wytrwała). Dlatego trafiliśmy w końcu do rehabilitantki, która z Emilką ćwiczy. Ona również wysłała nas do swojej koleżanki, bo co dwie rehabilitantki to nie jedna, i właśnie o tej drugiej będę teraz pisać. Albo nie tyle o niej, co o tym czymś, co ona ma, a czego tak bardzo mi w ludziach brakuje. Jako matce i jako człowiekowi. Czytaj dalej Dobre wieści. Robisz to dobrze!