Z czym zaczynam rok 2019

Rok 2018 był rokiem wielkich zmian i nowych wyzwań… tfu! Te słowa są już tak przeżute, że guma przyklejona pod ławką w podstawówce i ponownie wydobyta stamtąd po latach miałaby więcej smaku niż one. Nigdy nie lubiłam podsumowań rocznych i postanowień. Wiem, że jedno i drugie bywa czasem potrzebne, ale granica jednej cyferki w dacie wydawała mi się absurdalnie sztuczna. Tym razem… jest tak samo. Bo tradycyjne postanowienia, które mają wejść w życie od pierwszego stycznia, to po prostu lista marzeń do spełnienia – czasem realnych, czasem nie. Ktoś chce schudnąć, ktoś chce zacząć więcej czytać, znaleźć pracę, wyjść za mąż, urodzić dziecko… wszystko to można łatwo zdobyć. I zaraz potem stracić. Można schudnąć i zaraz przytyć, można wyjść za mąż i za chwilę się rozstać. Można doczekać się dziecka i je stracić – nawet nie w sensie fizycznej utraty, ale poprzez systematyczne ignorowanie swoich obowiązków, poprzez brak więzi lub przemoc. Ale na liście – odhaczone! Jest dziecko, jest sukces. Tylko jaki to ma sens?

Wchodzę w Nowy Rok z procesami, które rozpoczęły się jeszcze w roku 2018. Nie zdobyłam nic na wieczność, zapoczątkowane raz zmiany wciąż są w toku, życie stale się zmienia. Niby jako mama małych dzieci już dawno powinnam to wiedzieć, ale tak wyszło, że jakoś wcześniej nie całkiem to do mnie docierało. Chciałam więc napisać o kilku wydarzeniach minionego roku, które rozpoczęły nowe procesy zmian w naszym małżeńskim i rodzinnym życiu. Czytaj dalej Z czym zaczynam rok 2019