Gdzie jest moje „fiat”?

Miałam ostatnio przerwę od pisania na blogu. Nie będę ukrywać, dlaczego. Miałam tu opublikować coś całkiem innego… miałam różne pomysły, plany. Teraz wydają się całkiem śmieszne. Może kiedyś powrócą na listę tematów, jednak jak na razie zupełnie wypadły z gry na rzecz nowych życiowych okoliczności. Ale nie byłabym sobą, gdybym i tych okoliczności nie wzięła za okazję do kilku przemyśleń. Czytaj dalej Gdzie jest moje „fiat”?

Co to znaczy, że jesteśmy w nieustannej walce?

Wszyscy znamy różne osoby wierzące. To żadna nowość, że się od siebie różnimy. Różne typy duchowości, różne wrażliwości, różne rodzaje sumień. Bywają ludzie umiarkowani, zdarzają się też skrajności. Niektóre skrajności w starciu ze swym przeciwieństwem dają mieszankę wybuchową. Ale nie można tym starciom zapobiec – w parafii, we wspólnocie, wśród znajomych. Zawsze znajdzie się ktoś, kto swoim zachowaniem nas zaniepokoi lub zdenerwuje. Może to być zwykły konflikt odmiennych charakterów albo czyjś osobisty problem. Czytaj dalej Co to znaczy, że jesteśmy w nieustannej walce?

Niebo!

Czasem mam tak, że piszę jakiś tekst przez wiele dni. Czasem napiszę szybko, niemal jednym tchem, ale czekam, aż się „uleży”, bo np. mam emocjonalny stosunek do sprawy i chcę nabrać dystansu. Czasem mam zamiar napisać na jakiś temat, a wychodzi mi coś zupełnie innego. Wszystko to jakoś dojrzewa w tej przestrzeni pomiędzy głową a klawiaturą.

A czasem zdarza się w życiu coś drobnego i niepozornego, co wywraca w jednym momencie całe spojrzenie na świat do góry nogami i nijak nie można znaleźć dobrych słów, by o tym napisać, oprócz tych najprostszych. A pisanie jak najprościej jest najtrudniejsze. Bo przecież, jak wszyscy dorośli ludzie, muszę w tym mieć jakiś porządek – nakreślić tło, charakterystykę postaci, opisać dokładne okoliczności zdarzenia. Bo to musi być zrobione dobrze, zaplanowane, trzeba użyć odpowiednich słów, wprowadzić dobrze w temat, zakończyć błyskotliwą puentą. Nawet modlitwę muszę mieć zaplanowaną, według określonego porządku, pod kontrolą. Czytaj dalej Niebo!

Z czym zaczynam rok 2019

Rok 2018 był rokiem wielkich zmian i nowych wyzwań… tfu! Te słowa są już tak przeżute, że guma przyklejona pod ławką w podstawówce i ponownie wydobyta stamtąd po latach miałaby więcej smaku niż one. Nigdy nie lubiłam podsumowań rocznych i postanowień. Wiem, że jedno i drugie bywa czasem potrzebne, ale granica jednej cyferki w dacie wydawała mi się absurdalnie sztuczna. Tym razem… jest tak samo. Bo tradycyjne postanowienia, które mają wejść w życie od pierwszego stycznia, to po prostu lista marzeń do spełnienia – czasem realnych, czasem nie. Ktoś chce schudnąć, ktoś chce zacząć więcej czytać, znaleźć pracę, wyjść za mąż, urodzić dziecko… wszystko to można łatwo zdobyć. I zaraz potem stracić. Można schudnąć i zaraz przytyć, można wyjść za mąż i za chwilę się rozstać. Można doczekać się dziecka i je stracić – nawet nie w sensie fizycznej utraty, ale poprzez systematyczne ignorowanie swoich obowiązków, poprzez brak więzi lub przemoc. Ale na liście – odhaczone! Jest dziecko, jest sukces. Tylko jaki to ma sens?

Wchodzę w Nowy Rok z procesami, które rozpoczęły się jeszcze w roku 2018. Nie zdobyłam nic na wieczność, zapoczątkowane raz zmiany wciąż są w toku, życie stale się zmienia. Niby jako mama małych dzieci już dawno powinnam to wiedzieć, ale tak wyszło, że jakoś wcześniej nie całkiem to do mnie docierało. Chciałam więc napisać o kilku wydarzeniach minionego roku, które rozpoczęły nowe procesy zmian w naszym małżeńskim i rodzinnym życiu. Czytaj dalej Z czym zaczynam rok 2019

5 poświątecznych przemyśleń i wniosków na przyszłość

Miałam nie pisać żadnego wstępu, ale po skończeniu tekstu uznałam, że muszę jednak tych kilka słów napisać. Moim zamiarem nie jest narzekanie, jakie te Święta straszne, jak to zapach zamordowanego karpia i wredne ciotki niszczą człowieka, a przecież można by świętować nowocześnie i pić latte z mlekiem sojowym. W ogóle nie chcę narzekać. Kocham tradycyjne Boże Narodzenie. Od strony duchowej, ale też od takiej rodzinnej i, nazwijmy to, nastrojowej. Uważam jednocześnie, że przy świętowaniu popełniam błędy i że każdy z nas może je popełnić, jeśli będzie kłaść nacisk na sprawy drugorzędne. Chciałabym więc podzielić się tym, co moim zdaniem nie do końca się udało i wnioskami na przyszłość. Czytaj dalej 5 poświątecznych przemyśleń i wniosków na przyszłość