Rekolekcje zajęciowe #2 – Kuchenne rewolucje

Memów na temat świątecznego obżarstwa powstało już mnóstwo. Zwolennicy „świeckich świąt” czy gorliwi katolicy – wszystkich czeka stanięcie twarzą w twarz z problemem suto zastawionego stołu. Niektórzy będą znali tylko jedną stronę tego problemu – że to wszystko trzeba koniecznie zjeść*. Inni staną też po drugiej stronie – to wszystko trzeba najpierw ugotować. Ja znam obie strony – Wigilii nie organizuję, ale przynoszę składkę w postaci swoich wyrobów. Muszę więc i gotować, i jeść. Czytaj dalej Rekolekcje zajęciowe #2 – Kuchenne rewolucje

Rekolekcje zajęciowe #1

Rekolekcje to są lekcje, które każdy daje sobie sam. Te słowa dawnego rekolekcjonisty mój Mąż powtarza za każdym razem, gdy w ogłoszeniach parafialnych mowa o jakichś rekolekcjach. Nigdy się z tym nie zgadzałam, bo na milionach rekolekcji – parafialnych, wspólnotowych czy internetowych – zawsze są mądrzy ludzie, którzy mądrze mówią i to oni są głównymi bohaterami, którzy nas nauczają. Ewentualnie pozwolą się pomodlić na sam koniec, ale oprócz tego, jaki w tym nasz własny wkład? Pierwsze impulsy do zmiany mojego podejścia pojawiły się u mnie na jednym ze spotkań kręgu Domowego Kościoła. Rozmawialiśmy o modlitwie i jedna z dziewczyn powiedziała, że dla niej modlitwą jest teraz opieka nad dzieckiem, która wypełnia jej cały dzień. Nie może standardowo się modlić, ale poprzez te zajęcia, które wykonuje, poprzez wypełnianie swoich obowiązków, poprzez budowanie relacji ze swoim dzieckiem, buduje ją zarazem i z Bogiem. Oczywiste? Przyznam, że nie od razu to kupiłam. Ale teraz uważam, że każda Zaradna Matka Polka z Szóstką Dzieci, Która Ogarnia Wszystko i Jeszcze Się Modli Trzy Razy Dziennie, powinna się od tej kobiety uczyć. Czytaj dalej Rekolekcje zajęciowe #1

Dobre wieści. Robisz to dobrze!

Dwójka moich obecnych na tym świecie dzieci ma taką tradycję – przy porodzie oboje owinęli się pępowiną. Zawsze się tego bałam, zawsze na USG mnie uspokajano. „Nie wygląda, żeby dziecko miało się owinąć, niech państwo będą spokojni”. A potem przy porodzie i tak się owijali. Synek wyszedł z tego bez szwanku. Córeczka również jest zdrowa, ale pozostały jej napięcia mięśniowe w wyniku szarpania się na pępowinie (znając jej charakterek, była w tym bardzo wytrwała). Dlatego trafiliśmy w końcu do rehabilitantki, która z Emilką ćwiczy. Ona również wysłała nas do swojej koleżanki, bo co dwie rehabilitantki to nie jedna, i właśnie o tej drugiej będę teraz pisać. Albo nie tyle o niej, co o tym czymś, co ona ma, a czego tak bardzo mi w ludziach brakuje. Jako matce i jako człowiekowi. Czytaj dalej Dobre wieści. Robisz to dobrze!

Odpuszczam sobie. Z miłości.

Dwa razy w roku w katolickim światku mamy do czynienia z wysypem postanowień. Pozostała część świata ma zamiast tego postanowienia noworoczne, z czym nie mam żadnego problemu, bo widać człowiek, niezależnie od wiary lub niewiary, ma potrzebę planowania zmian. Cel to już inna bajka, całkowicie od wiary zależna, ale ja dziś nie o tym. Dziś rozpoczyna się Adwent, więc już przeczuwam kolejne starcie dwóch podejść do tematu oczekiwania, zmian w życiu, naprawiania tego, co nie działa. Ten temat jest obecny w moim życiu już od jakiegoś czasu, więc z jednej strony Adwent dopiero zaczynam, a z drugiej – już mam jakieś przemyślenia i spojrzenie na to, jak rozmaici „ludzie Internetu” podchodzą do tego zagadnienia. Czytaj dalej Odpuszczam sobie. Z miłości.

O dziecku, którego tu nie ma.

Jestem mamą trójki dzieci. To mówię zawsze wszystkim. Kiedy pojawią się kolejne, nadal będę mówiła uparcie o wszystkich. Dlaczego? Bo muszę. Bo kto będzie pamiętał, jeśli ja zgodzę się na niepamiętanie? Ciocia, która na pogrzebie włożyła pluszowego misia do grobu? Ładny gest, ale ona już nie pamięta. Przyjaciele, znajomi? Coś im będzie świtało, ale kiedy zapytasz ich, ile mamy dzieci, powiedzą: dwoje. Może jedna czy dwie osoby, najczęściej ci, którzy to przeżyli, będą pamiętać. Ale jeśli my zgodzimy się zapomnieć, to przecież i inni nie będą się wychylać. Czytaj dalej O dziecku, którego tu nie ma.