Co to znaczy, że jesteśmy w nieustannej walce?

Wszyscy znamy różne osoby wierzące. To żadna nowość, że się od siebie różnimy. Różne typy duchowości, różne wrażliwości, różne rodzaje sumień. Bywają ludzie umiarkowani, zdarzają się też skrajności. Niektóre skrajności w starciu ze swym przeciwieństwem dają mieszankę wybuchową. Ale nie można tym starciom zapobiec – w parafii, we wspólnocie, wśród znajomych. Zawsze znajdzie się ktoś, kto swoim zachowaniem nas zaniepokoi lub zdenerwuje. Może to być zwykły konflikt odmiennych charakterów albo czyjś osobisty problem.

Poznaję i obserwuję często osoby bardzo pobożne, które naprawdę podziwiam, ale czasem patrzę na nie z pewnym niepokojem. Wydaje mi się, że wykazują pewne zamiłowanie do zajmowania się zjawiskami nadprzyrodzonymi. Nie mówię tu tylko o cudach, bo cud to zjawisko jednoznacznie pozytywne, a chodzi też (albo nawet bardziej) o rzeczy niepokojące – opętania, zniewolenia czy przekleństwa w rodzinie. Te osoby fascynują się różnymi współczesnymi mistykami, charyzmatykami i wizjonerami. Nie będę teraz pisać o tym, że niektórzy z nich mogą być oszustami – zakładam teraz, że wszystko to są osoby sprawdzone i dopuszczone do głoszenia przez Kościół. Chodzi mi o coś innego – o pewien typ zalęknionej duchowości, która obawia się bardzo ataków Złego, więc szuka siły, by się im przeciwstawić. Czasem jednak mam nieodparte wrażenie, że siła ta ma pochodzić nie od Boga, ale z doskonałego poznania zła i sposobów, na jakie próbuje ono zawładnąć człowiekiem.

Nie chcę się z nikogo śmiać, bo też słuchałam nieraz wypowiedzi egzorcystów. Uważam, że warto brać ich ostrzeżenia poważnie. Jednak można też niebezpiecznie zafascynować się złem i zrobić sobie z niego obsesję. To trochę jak z szukaniem wszędzie interwencji Ducha Świętego i cudów, tylko w drugą stronę – wszędzie zaczyna się widzieć ataki zła. Przykładowo – gdzieś w komentarzach na Youtube widziałam, że ktoś zasypianie podczas modlitwy różańcowej przypisał „duchom śmierci”… W porządku, nie mówię, że to niemożliwe. Ale czy zwyczajne zmęczenie nie jest możliwe? Zwłaszcza wieczorem przy takiej rytmicznie powtarzanej modlitwie zmęczony człowiek łatwo zasypia. Ale przez to, że tak często (choć nie mówię, że niesłusznie) podkreśla się istnienie wymiaru duchowego, niektórzy ludzie przestają dostrzegać ten materialny, do bólu cielesny świat. Myślą jedynie o duchowej walce, bo o niej głównie mówi ten czy inny ksiądz. O walce z siłami zła, których nie widać gołym okiem. O wojnie, która toczy się o każdego z nas. I oczywiście, powinien o niej mówić, powinien ostrzegać. To także jest zadaniem egzorcystów, zaraz po walce o poszczególnych zniewolonych ludzi.

Czasem tylko trochę mi żal, że niewielu z nich powie choć jedno zdanie o tym, że Bóg chroni tych, którzy są Mu wierni. Słyszę na przykład na temat jakiejś modlitwy ostrzeżenie, że „Zły będzie was nękał, nie da wam spokoju, będziecie nieustannie kopani”. Ja wiem, że w życiu nie chodzi o to, żeby było milutko. Nie uważam jednak, że to ostrzeżenie pomoże każdemu. Wiem, że trzeba dobierać słowa odpowiednio nie tylko do sytuacji, ale i do osoby, z którą rozmawiamy. Są ludzie, którzy przechodzą przez ulicę beztrosko i lekceważą przejścia dla pieszych czy sygnalizację świetlną. Do nich trzeba krzyczeć, szarpnąć ich za ramię, czasem użyć mocnych słów. Ale nie można tak samo potraktować ludzi, którzy na przejście dla pieszych na zielonym świetle wychodzą zalęknieni, że zaraz ich coś przejedzie. To może ich pogrążyć na dwa sposoby – oprócz zwyczajnego wystraszenia i zniechęcenia do modlitwy, człowiek może też pójść w drugą stronę i uznać, że kiepsko się modli, bo coś nie odczuwa tych ataków Złego. Przecież trudności mogą się pojawić, ale nie muszą. Wśród świadectw dotyczących np. Nowenny Pompejańskiej można znaleźć zarówno te z gatunku „przez 54 dni waliło mi się życie”, jak i „spłynął na mnie pokój i codziennie otrzymywałam nowe łaski”.

A moje własne świadectwo – nie mówię o Nowennie, tylko ogólnie o życiu z Bogiem i trudnościach – byłoby właśnie gdzieś pośrodku. Bo choć czułam nieraz, że ktoś jest bardzo niezadowolony z mojego nawracania się, to jednocześnie czułam taką siłę i wsparcie od Boga, że mogłam żyć w spokoju. I tylko takiego jednego zdania na ten temat brakuje mi czasem w pięknych kazaniach czy rekolekcjach egzorcystów. Drobnej wzmianki o tym, że w tej nieustannej walce również może być spokój, pokorne i wytrwałe „róbmy swoje”, a nie tylko panicznie chwytany różaniec, kiedy o szatańskiej trzeciej w nocy dopadnie nas straszliwy, nadprzyrodzony lęk.

Ale to tyle, jeśli chodzi o ewentualną odpowiedzialność księży. Powiedzmy sobie jasno – nie jest winą egzorcysty, że słuchają go ludzie, którzy niekoniecznie powinni przedawkowywać wiedzę z zakresu zagrożeń duchowych. Każdy ma swój rozum i powinien też znać umiar. Niestety, nie zawsze ten umiar zna. Z czasem brak umiaru może przerodzić się w uzależnienie. Jeśli ktoś już z gruntu jest trochę podejrzliwy co do otaczającej go rzeczywistości, podejrzliwość może z czasem przejść w paranoję. Obawy uzasadnione mieszają się z nieuzasadnionymi. Każda teoria spiskowa jest rozważana jako przynajmniej prawdopodobna. A kiedy dojdzie do spotkania z innymi ludźmi, zdarza się, że rozmowa zjedzie na bardzo niepokojące tory…

– A widzisz te chmury? To nie są zwykłe chmury… ale o tym nikt nie mówi.

– A wiesz, że koncerny farmaceutyczne nas oszukują i to WSZYSTKO, co ci się wydaje, to nieprawda?

– Ale słyszałaś, że te przedmioty są specjalnie przeklinane przez profesjonalne czarownice, żeby zaszkodzić?

Tak, słyszałam! Wiem też, że cały dzisiejszy chleb w Biedronce mógł zostać przeklęty. Nigdy nie wiemy, czy człowiekowi, który przygląda się nam w tramwaju, naprawdę dobrze z oczu patrzy. Czy każdy uśmiech jest szczery, czy wypowiedzianemu błogosławieństwu nie towarzyszą skrzyżowane za plecami palce i przekleństwo rzucone w myślach. Wszystko wokół może być kłamstwem, czy ale naprawdę muszę to wiedzieć? Czy naprawdę wiedza na temat każdego zagrożenia uratuje moje życie? W świecie materialnym owszem, to często działa – jeśli wiem, że mogę zginąć pod pociągiem, to nie schodzę na tory metra. Nadal jednak mogę się potknąć, upaść i wtedy cała wiedza na nic. A w świecie duchowym to w ogóle nie działa już zerojedynkowo. To nie od poznania zła zależy skuteczna obrona przed nim. Jasne, że lepiej nie być naiwnym i słuchać ostrzeżeń. Ale warto też zadać sobie pytanie o własną wiarę. Czy duszy, która pozostaje w bliskiej relacji z Bogiem przez modlitwę i Sakramenty, naprawdę zagrozi „złe oko” domorosłej wiedźmy, która po cichu mamrocze pod jej adresem klątwy? Jaka jest wiara osoby, która w to wierzy – w jakiego Boga ona właściwie wierzy? Wszechmocnego? Dobrego? Troskliwego? Żaden z tych przymiotników nie pasuje w tej sytuacji.

Raz jeszcze powtarzam – nie chodzi mi o to, by zagrożenia lekceważyć i uznawać, że skoro Bóg mnie chroni, to śmiało mogę rzucać się w wir niebezpieczeństw. Ale uważam, że prawdziwa ufność polega na tym, że nawet, jeśli nie znam każdego zagrożenia, to i tak znam Kogoś, kto jest silniejszy. Kogoś, kto przeprowadza mnie przez każdą życiową trudność, choćby na każdym kroku czyhali wrogowie. Jeśli ufam naprawdę, to nie szukam wszędzie zła, by założyć na nie swoją ludzką blokadę – ale szukam bliskości z Kimś, kto zło zwyciężył.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *